— Boże uchowaj! a jakby król przez nieświadomość osądził źle, naganić go się nie godziłoby, bo za naganę i sobola byłoby mało, a do kogo sprawa? do Boga...
— Nie bardzo więc królowi ufacie? — spytał ciekawie gość.
Pytanie to zdumiało i może nastraszyło kmiecia, zamyślił się, długo zbierał z odpowiedzią.
— Król! król! — począł. — Ma on o czem innem myśleć, nie o nas.
— I o was powinien... — rzekł podróżny.
Wiaduch dziwnie się mu począł przypatrywać, rad był już odgadnąć, z kim miał do czynienia.
— Nie lubicie go? wtrącił gość.
Na to pytanie spoważniała twarz Wiaducha.
— Złego on nam nie zrobił nic — rzekł — myślę, że dobrze by chciał, a no nie może... Nieboszczyka starego Łokcia tośmy znali, młodego, trudno zobaczyć... Tamten dobry był... a i z prostym kmieciem jak z człowiekiem się nieraz rozgadał.
Lekki rumieniec wystąpił na twarz podróżnemu...