— Gdy bronić się przyjdzie — rzekł Szwentas szydersko — lepiej sobie postronki na szyję pozakładać i samym się powiesić. Zachciało się wam wojować!

Jerzy zmilczał.

— No, Rymos — odezwał się parobek — a czwarty kto?

Jerzy milczał zarumieniony.

Przebiegły stary w tym rumieńcu wszystko, co mu było potrzeba, wyczytał; domyślił się, jakby widział, o kogo chodziło.

— Nie chcecie, to i nie mówcie — począł — bez tego ja wiem. Rymos wam tą dziewką Gmundowej nabił głowę, alboście ją gdzieś i najrzeli. Młodemu fartuszek na myśli, a u mnie kobieta pustego orzecha niewarta i ja dla żadnej guza sobie nabić nie dam, ani wam się pozwolę nastawiać.

Spojrzeli sobie w oczy; Szwentas pewnym był, że odgadł.

— Pięknych dziewcząt setkami na Litwie! — dodał.

Nie myślał się ani mu przyznać, ni w rozprawę z nim wdawać Jerzy; nie odrzekł nic na to.

— Jak chcesz i w jakikolwiek bądź sposób — rzekł, odwracając się — myśl o ucieczce. Nie zechcesz ty, ja sam się rzucę na oślep...