— Potrzeba — odezwał się — dziecko moje, modlić się. Boga prosić i Najświętszej Matki Jego, aby oni łaską swą Was dźwignęli. Trzeba samemu też starać się tę bezsilność przemagać, ociężałość otrząsać, próbować, usiłować, nie poddawać się. Nieprzyjaciel rodu ludzkiego zastawia sidła na dusze i ciała. Modlitwa go odpędza.

W czasie tej nauki, chłopak stał nieporuszony, z oczyma ciągle spuszczonymi, nie dając znaku, by ona wrażenie na nim czyniła. Stał jak skamieniały; drganie tylko zdradzało wewnętrzny wysiłek.

Nie odpowiedział nic. Bernard patrzał nań długo, badał — ale milczący. Szpitalnik wtrącił:

— Masz może do czego smak? ochotę? mów. Do napoju jakiego? do jadła? Natura ludziom, równie jak zwierzętom, daje czasem zbawcze instynkta.

Czekali długo, nim chłopak się zebrał na odpowiedź:

— Oprócz czasem do wody — rzekł głosem słabym i przymuszonym — ja do niczego nie mam smaku.

Skończyło się tym rozpytywanie; brat Bernard zamruczał coś, lepsze czyniąc nadzieje, radząc spoczynek... leżenie, sen, i wychodził już. Szpitalnik, za idącym ku drzwiom postępując z wolna, ukradkiem popatrzał na chłopca, wciąż stojącego przy łóżku, ruszył ramionami i wyszedł.

Chory, gdy się drzwi zamknęły, padł natychmiast na łoże i, ręce na kolanach oparłszy, oczy zakrywszy, zadumał się tak znowu, jak przed przyjściem tych, co go badali.

Lampka, pryskając, paliła się bladym płomykiem, który to się nieco do góry podnosił, to w glinianą miseczkę opadał, gdzie knot był zanurzony.

Kroki oddalających się niedługo słychać było; ucichło znowu wszystko w grobowym milczeniu. Z dala skrzypnięto drzwiami parę razy i infirmeria jakby spała już czy wymarła — nic się nie poruszało.