Bernard sam, pomimo późnej godziny, udał się jeszcze na miasto, aby tam starać się dopytać, czy którego ze zbiegów nie widziano... Z obawy pociągnięcia do badań lub w istocie nie wiedząc nic, mieszczanie odpowiadali, że nie uważali108 nikogo.
Tomchen musiał dosiąść konia i tegoż wieczora dojechać po Pynauów, dostać języka, czy się tam który nie przemykał...
Dietrich stary i synowie jego przysięgali, że na oczy ich od wyjazdu nie widzieli...
U pani Gmundy z równą surowością badano sługi i czeladź, chociaż nikogo tu posądzać nie było można o bliższe stosunki i sprzyjanie litewskiej dziewczynie. Nie cierpiano tam dumnej i nieugiętej Baniuty, której żadne katowanie, groźby, głód złamać i do posłuszeństwa nakłonić nie mogły.
Dziewczęta, jej towarzyszki, znęcały się nad nią... męska służba prześladowała... wspólników tu poszukiwać było trudno...
O której porze i jak się Baniuta wydobyła zza parkanów i wrót pozamykanych? nie umiano odgadnąć. Była jeszcze z wieczora; w nocy żadne drzwi nie skrzypnęły; a gdy późno w dzień poszły jej szukać dziewczęta, nie znalazły... Wprawdzie nie było jej trudnym bodaj z poddasza się spuścić, parkan przeleźć, na drzewo się wdrapać i z niego znijść... Dziewczę lepszych sukni, którymi je do gości przystrajać chciano, nie tknęło. Pozostały nienaruszone na strychu. Wdziało nędzną sukmankę i przyodziewek najlichszy...
Nadchodząca noc nie dozwoliła dnia tego nic się dowiedzieć, wpaść na trop żaden. Powysyłani ludzie, którzy okolicę trząść i przejeżdżać mieli, zaczęli powracać aż nazajutrz... Nigdzie zbiegów żadnych, ani na gościńcach, ani po folwarkach, nie znaleziono śladu... Pytania i plądrowanie było próżne...
Nazajutrz stróż nocny miejski, który nade dniem ku rynkowi powracał, rozpowiadać zaczął, że na drodze do Pynaufeldu nocą przemknęły mu się, jakby cienie, jakieś cztery ludzkie postacie... jeden idący przodem człek, para potem i na końcu jakby pacholę.
Mogli to być oni, lecz powtórne trzęsienie zarośli i okolic folwarku było próżne. Skarżył się tylko rybak, który miał duże czółno na Nogacie u brzegu, że mu je właśnie nocy poprzedzającej skradziono...
Brat Bernard zaraz po biesiadzie, gdy Wielki Mistrz z Kompanem swym odszedł był do kaplicy i sypialni, zgłosił się do niego o posłuchanie.