Słuchano Kunigasów, mających żelazne miecze w ręku, ale biała laska Krewy, gdy nią skinął, nie postrachem, lecz jakąś siłą niepojętą, poruszała tłumy. Najwyższy kapłan, jeszcze z prastarych czasów, miał większą moc niż żelazo książęce...

Bliżej ognia świętego, oddzielone od innych, w osobnej zagrodzie, mieściły się stróżki Wejdalotki, dziewczęta, wybierane z najpiękniejszych, najdorodniejszych, najsilniejszych... wszystkie jednako odziane w bieli i zieleni, milczące, poważne, do których mężczyznom zbliżać się nie było wolno. Z kolei po trzy wychodziły, niosąc drzewo i żywicę... przystępowały do ogniska, podsycały je, i stojąc, czekały, zapatrzone w płomień, dopóki inne nie przyszły ich110 wymienić z kolei. Czasami cichy śpiew nuciły, który brzmiał tęskno, powolnie, jak skarga ludu do bogów...

Wejdaloci, służący u dębu Perkunasowego, prawie nieustannie byli zajęci. Przychodzili do nich wędrowni wróżbici po radę, chorzy po lekarstwa... Matki przynosiły dzieci, biedni znosili ofiary...

Krewule, staruszek z brodą szarą, mały, otyły dosyć, zmęczony, na ustroniu siedząc, pod daszkiem u parkanu, oparty oń, drzemał, oczekując, aż który z Wejdalotów przyjdzie go o co zapytać. On tu wątpliwości i spory rozstrzygał... Obok niego przez drzwi półotwarte w szopce, dachem dranicowym pokrytej, dostrzec było można poskładanych ofiar różnych, poprzynoszonych111 Perkunasowi.

Na policach stały garnki z miodem, kręgi wosku, warkocze lnu, sztuczki płótna, pasy i zapaski, nawet sznury bursztynu i szkieł świecących... W bodniach zsypywano ziarno, na kołach wisiały pozabijane źwierzęta... Skarbiec to razem112 był i spiżarnia...

Kiedy niekiedy z Wejdalotów który to przynosił tu nową dań i składał, to zabierał, co na pożywienie było potrzeba...

Wśród tego ruchu u dębu milczenie zachowywane czyniło widowisko to dziwnym, jakby nie żywi ludzie, ale duchy i cienie się nieme około służby boga krzątały... Białe suknie Wejdalotów i kapłanek czyniły je w istocie do jakichś widm podobnymi...

W obozie, gdy nawet dziecię zakwiliło, matki zatulały mu usta, aby świętego milczenia nie przerywało.

Raz w dzień, o wschodzie słońca, gdy pierwszy promień jego na dolinę zaglądał, na nowiu Menesa i na pełni... odzywały się śpiewy Wejdalotów. Reszta ofiar w ciszy się odbywała...

Taki był obyczaj dawny i potrzeba dni teraźniejszych, bo Romowe i świętości musiano przed Krzyżakami ukrywać, a śpiewy zdradzić mogły...