Wśród tego uścisku, jakby chciała upewnić się jeszcze, że jej nie myli jakaś ułuda, odsłoniła mu szyję, rozdzierając prawie kołnierz sukni, i ujrzała znak — grochowe ziarno.
— Marger! — zawołała, ściskając go w objęciu.
Jerzy nie pamiętał już uścisków matki... namiętne te pieszczoty napełniły go niewysłowionym uczuciem.
Ludzie zaczęli się na widok tego spotkania skupiać około nich... z dala wychodzili Wejdaloci, po całej dolinie szmer szedł głuchy.
Reda w końcu z lekka odtrąciła od siebie Jerzego i przypatrywać mu się zaczęła znowu... z radością i wzruszeniem niezrozumiałym, jakby zarazem wstręt czuła ku niemu. Jerzy, chociaż teraz przebrany w suknie litewskie, miał w sobie coś, co tu nieswojskim było. Ruchy inne, postawę wyuczoną, wyrobioną, nie taką, jaką daje swobodnie puszczona natura. Raziło w nim przestrojone dziecko krzyżackie.
Na pierwsze matki pytanie, odpowiedź zabrzmiała w jej uchu dźwiękiem znienawidzonej niemieckiej mowy. Dziecko jej nie umiało własnego języka! Brwi znowu ściągnęły się dziko i ręka jakby do odepchnięcia nagotowała... Ledwie się to stało... wnet macierzyńska miłość pociągnęła ją ku niemu; objęła go za szyję i całować zaczęła.
Chwilę trwało to dziwne oglądanie znalezionego dziecięcia. Nie ulegało wątpliwości, że on to był, lecz nie takim go sobie wyobrażała Reda...
Zwróciła się do swoich ludzi, wydając rozkazy i, otrząsnąwszy się z wrażenia, poprawiwszy hełmu, z dumą nową poczęła iść ku stojącym Wejdalotom.
Nie tylko Konis i kilku ich, ale stary Krewule, na ręku chłopka sparty, wyszedł był naprzeciw sławnej Kunigasowej, córce Walgutisa.
Znano ją i cała Litwa ją szanowała, bo żaden mąż naówczas odwagą, rozumem, czujnością i nienawiścią względem Niemców jej nie dorównywał.