— Baniuta! — zawołał szybko — nie bój się! żyć nie będę, jeśli cię nie uwolnię; ale do ognia się nie daj pędzić, bo gdy raz rzucisz łuczywo...
Nie miał czasu dokończyć... trzy stare dziewki, zmęczone dozorem przy ołtarzu, weszły, ziewając i podśpiewując. Można się domyślać było, że z ofiarnych beczułek napiły się trochę dla pokrzepienia.
Jedna z nich zobaczyła stojącą Baniutę, ale nie dostrzegła już Margera.
— E! ty, szalona kozo! — zawołała na nią — na siano! spać! czego ty się snujesz, jak zmora, po nocy? Zdaje ci się może, iż za tyn wyskoczysz do kochanka!!
Rozśmiała się.
— Perkunasowa ty już! ani cię żaden tknąć śmie... darmo sobie nie psuj serca, a o Kunigasie tobie nie myśleć... Bóg przecie lepszy od niego. Spać, dzieciaku!
Baniuta wylękła skryła się pod szopkę, położyła na sianie, twarz zakryła fartuchem i płakała; ale w serce trochę wstąpiło nadziei, bo on ją obiecał wolną uczynić.
X
W izbie o granitowym słupie na Malborskim Zamku, o szarej godzinie licznie zebrana była starszyzna zakonna i goście.
Z wyboru przytomnych121 tu widać było, że nie dla rozrywki przyszli, ale dla narady.