Reda przycisnęła do piersi dziewczynę, z którą się już w drodze pojednała i pokochała ją. Zmiękło jej serce. Od czasu, jak syn poczuł się dowódcą i głową rodu, ona więcej matką być chciała. Wracała na to stanowisko, do którego była zrodzoną, z którego ją zemsta za krew męża i za syna wyrzuciła.

Oddział jeden z nią skierował się wprost ku Pillenom, drugi gąszczami lasów, przez niedostępne dla innych trzęsawiska i błota, sunął się ku Niemnowi, coraz rosnąc i powiększając się po drodze. Marger też w ciągu tej wyprawy z wyrostka i chłopięcia na męża i dowódcę dojrzewał. Biło w nim serce, paliła się głowa, gorączka młodzieńcza dawała mu jasnowidzenia, a ludzie się wydziwić nie mogli, a Szwentas radował się Kunigasikowi, ręce jego całując.

Długo musiano wypatrywać chwili dogodnej. Kupka ich w trzcinach i sitowiach, ze skrytymi czółnami, stała tuż pod bokiem Niemców niepostrzeżona, aż Szwentas przybiegł dnia jednego i oznajmił, że czas był statek podpalić, bo przy nim ludzi zostawiono niewielu, a dno jeszcze smolono.

Napad nagły powiódł się szczęśliwie, a nim Krzyżacy opamiętali się, by chwytać i ścigać napastników, którzy na nich jak z obłoków spadli, ich już nie było. Maleńkimi czółenkami, pieszo, wpław potrafili ujść pogoni, spoglądając na łunę, która za nimi gorzała.

Marger stąd wprost popędził do Pillen, do których pilno mu było.

Matka, już się mu w niczym nie sprzeciwiając, obiecała wesele. Tam było gniazdo jego, tam stała kolebka, tam on obiecywał sobie panować.

W głowie snuły się już dumne myśli. Chciał z wielkim Kunigasem na Wilnie sojusz zawrzeć mocny, stać przy nim, aby go też bronił. To, co widział i czego się nauczył u Krzyżaków, pragnął u siebie mieć i zaprowadzić. Zbroje żelazne, miecze stalowe, kusze daleko sięgające, tarcze kowane...

W Pillenach co dzień na wieżycę wchodziła Baniuta i patrzała po dolinie, po rzece, na lasy, czy przybywających nie zobaczy.

Jednej nocy stróże przybiegli, dając znać, iż z dala łunę pożaru widać było. Reda odgadła, iż potwór ów niemiecki, co miał zgubę przynieść Pillenom, płonąć musiał.

Na gródku radość była wielka.