Albo potrzeba było uchodzić stąd, ocalając ludzi i siebie, gdzieś w lasy, i otworem zostawić granicę lub na niej w obronie paść.
Marger dumał; na oczach mu stała Baniuta, szczęście, spokój, dwór gdzieś w puszczy i ognisko domowe.
Wtem, gdy stał tak zatopiony w sobie, ta, którą porzucił płaczącą na pościeli, Reda, z rozpaloną twarzą, z włosami jeszcze rozpuszczonymi, w sukni poszarpanej, wdrapała się na wieżycę. Stała chwilę niepostrzeżona, patrząc z dala na syna — coś wyczytać musiała z twarzy chmurnej, targnęła go za ramię.
— Tyś tu wodzem teraz — rzekła — co myślisz czynić?
I wzrok w nim utopiła.
— Niemiec silny jest — rzekł Marger — my się tu tak jak Walgutis na tym stosie spalimy.
Reda czekała milcząca.
— Nie obronimy się — dodał Kunigas.
— Milcz! — przerwała mu matka. — Nie obronimy się! zginiemy! Tak: ale się bronić musimy do kropli krwi ostatniej.
Duch dziada i ojca wstałby z mogiły przekląć cię, i ja bym cię przeklęła, gdybyś gniazdo opuścił ze strachu!!