— Posłuchaj — westchnął Marger. — Gdyby pieśń nie głuszyła, może by nas tętent krzyżackich koni doleciał.

— Zawtórowałby naszej pieśni.

Spojrzała mu w oczy.

— Panku mój! czegoś ty smutny? Ja wiem! ja wiem! Wojna idzie na nasze wesele.

Cicho westchnąwszy, rzekł młody:

— Wojna, to nic...

Słowo ostatnie na ustach mu skonało. Baniuta się uśmiechnęła doń.

— Panku mój! — odezwała się. — Wszak to obyczaj jest taki, że pan młody za wianuszek podarek daje. I ja od ciebie chcę daru jednego, wielkiego daru, ale mi przysiąc musisz, że ja go będę miała.

— Dam ci, co zechcesz! — zawołał Marger żywo.

— Przysiąż mi! — powtórzyła Baniuta.