Szwentas stary, przebrany za wesołego błazna, Keleweże, wtoczył się na czworakach do izby.
— Hej! hej! — wołał — to mi wesele! gości na nie zjechało bez liku. Chodźcie, patrzcie, czy stanie130 piwa dla nich na przyjęcie. Goście wkoło, postrojeni, błyszczą na nich szaty żelazne, świecą czapki złocone, rżą ich konie we zbrojach.
Ogromny okrzyk za wałami Krzyżaków zwiastował.
XII
Tejże nocy weselnej zerwał się Marger z pościeli, pocałował śpiącą Baniutę i stanął zadumany.
Wyszedł z izby; stary Wiżunas na progu siedział, czoło trzymając w dłoni.
Odeszli obaj w podwórze.
— Tych psów nastraszyć potrzeba — odezwał się Marger. — Patrzałeś ty z góry, gdzie namiot wodza stoi?
Wiżunas ręką wskazał stronę.
— Nieprawdaż? tam jest wyjście nasze podziemne, kamieniem zawalone?