Szwentas ledwie miał siłę postawić miskę i dzbanuszek na stoliku, padł na kolana i począł zwieszone nogi młodzieńca całować, ale przemówić nic nie mógł.

Jerzy cofał się od niego, posądzając, że był obłąkanym. Tymczasem parobek oprzytomniał, powstał, śmiały mu się usta, nie spuszczał z oczu znamienia na szyi chłopca. Dla Jerzego wszystko to było niezrozumiałym jeszcze, gdy Szwentas, za rękę go pochwyciwszy, grube swe usta do niej przycisnął i wyjąknął:

— Kunigas!!

Na lice chłopca wystąpił rumieniec, porwał się na nogi, położył palec na ustach...

— Skąd wiesz? — szepnął.

Szwentas ręką zatulił sobie gębę, ale z oczu nie spuszczał chłopaka. Przypomniało mu się, że powinien był do służby powracać; rękę białą Jerzego poniósł do ust raz jeszcze, rozśmiał się i uciekł, jak szalony.

Chory pozostał sam, nie mogąc jeszcze pojąć tej przygody.

Skąd człowiek ten mógł wiedzieć, iż był książęcym dziecięciem? Byłli83 i on Litwinem? Czy go kto zdradził?

Podejrzenie padało na chłopaka, który doń wieczorami przychodził. Czekał też nań niecierpliwie Jerzy i mało co napiwszy się ze dzbanuszka, wyglądał tylko, rychło li wszystko uśnie84, a Rymos nadejdzie.

Dłużej niż zwykle czekać musiał na niego, ale wreszcie skradanie się ciche dało się słyszeć — wierny Rymos stał w progu. Jerzy podbiegł ku niemu z żywością wielką, opowiadając, co go spotkało, i łając za niebezpieczne paplanie.