Tak samo jak kobieta litewska, tak i świat religijny Litwy walczył w nim z tym, który widział z grodu krzyżackiego. Ku poganom ciągnęła go krew i przytępione wspomnienia młodości; lecz i wielkie a jasne nauki ewangeliczne, do których się przywiązał, nie zdawały mu się mniej ponętnymi.
Oba światy, jakkolwiek bojujące i sprzeczne, chciały się przejednać i pogodzić.
Bogowie Litwy, mieszkający wszędzie, spoufaleni z człowiekiem, w tysiącu ukazujący mu się postaciach, zachwycali go; ale i ów Bóg jedyny — który za świat cierpiał, krew przelał i kazał przebaczać wszystkim, a nieprzyjaciół kochać jak braci, był jeszcze jego Bogiem.
Ani się wyrzec tamtych nie chciał, ni tego, który przecież zwyciężał i panowanie swe nad całym rozciągał światem.
Wątpliwości tylko rodziły się w umyśle Jerzego, gdy naukę Ewangelii, tak dobitną, a wykrętnych tłumaczeń niedopuszczającą, porównywał z czynnościami sług Boga ukrzyżowanego, co na piersi znak Jego nosili. Komuż kiedy przebaczyli Krzyżacy? kogóż oni jak braci kochali??
Ta dzikość sług niepojętą była dla Jerzego, gdy myślał o Panu ich. Przychodził do dziwnych przypuszczeń i tłumaczeń.
Inne więc było prawo, a życie inne?
Z tych dum dziecinnych w końcu powstawało zwątpienie i obojętność; nie chciał myśleć o tym, czego zrozumieć nie mógł.
Dawniej gorliwy do modlitwy, Jerzy począł ją zaniedbywać. Z nauką języka, pieśni, z opowiadaniami o obyczajach, które dziwnym sposobem zdawały się mu jakby przypomnieniami rzeczy dawniej znanych i wiadomych — przyszła coraz gorętsza miłość Litwy, ciekawość jej, żądza powrócenia do swoich.
Lecz zdawało się to zupełnym niepodobieństwem.