Przepiórka, który do biegania był najochotniejszy ruszył natychmiast kłusem do mieszkania generała. Tam go nie zastał, choć już było dosyć późno. Wskazano mu dwa czy trzy domy, w których powinien gobył znaleźć. Obiegł je wszystkie, lecz generała nie było w żadnym z nich. W ostatnim ludzie śmiejąc się powiedzieli mu:
— O tej godzinie, jeśli go u Zuzi na Krakowskiem nie ma, to jest na Złotej sali, przeciw Ś-go Krzyża.
Mimo okrutnego zmęczenia, Przepiórka dostał się jeszcze do owej Zuzi, u której było dwóch wojewodów, dwóch szambelanów i jeden książę, ale generała ani słychu... Pozostawała Złota Sala, w której u pana P... grywano po całych nocach. Nie trudno ją było znaleźć, bo w dzień i późno aż do rana stały tu marznąc konie i powozy panów, którzy szczęścia próbując często wszystko i te ekwipaże przegrywali, tak, że kto inny niemi do domu powracał. Obok w szynczku woźnice i służba rozrywali się także zatłuszczonemi kartami i talary brzęczały. Wstęp do P... był tak łatwy, że Przepiórka nie pytany nawet (a był ubrany dosyć porządnie), wśliznął się do przybytku.
Ogromny stół, zielonem suknem zasłany, obsiadło mnóztwo osób, po za któremi stał drugi rząd ciekawych na nogach, a trzeci na krzesłach... Gwar, brzęk i hałas był ogromny... Ludzie wchodzili, wychodzili, łajali się i ściskali, pożyczali i oddawali sobie pieniądze, wyzywali i godzili niezmiernie podnieceni. Przepiórka nader zręcznie wyszukał oczyma generała, którego widział, i ujrzał go za stołem, przed kupką złota, medytującego nad stawką.
Docisnąć się do niego mógł tylko człowiek tak chłodno umiejący rachować jak pan Przepiórka. Stanął w trzecim rzędzie, skorzystał z ruchu jego, by się dostać w drugi, potem party i prąc nawzajem, pod łokieć generała wepchnięty został, i tu kotwicę zarzucił.
— Panie generale!
Odwrócił się Sapora, i zobaczywszy nieznajomego, wnet do gry oczyma poszedł nazad.
— Panie generale, przychodzę w pilnym interesie.
— Idź do djabła! zawołał generał.
— Przysyła mnie pani starościna Dobkowa...