— Tandem cóż tedy?

— Chciałabym na dobra wyrobić sobie kaduka...

— A! więc miał dobra? rzekł książę, a duże?

— Nie tak bardzo...

— To trudna rzecz, dodał gospodarz; a ja na interesach się nie rozumiem... Ale ja pani poradzę... jedź jejmość do księdza biskupa Mło... on ładne starościny bardzo lubi — ja — nie.

Zgorszona tą mową pani Dobkowa, zarumieniła się...

— Ale, mości książę! zawołała, ja nie znam księdza biskupa...

— To nic nie szkodzi, odparł ziewając ks. Andrzej, ja się w żadne interesa nie wdaję, a żeś asińdźka będąc panną była u mnie na wieczerzy, ja nie mogę za to przyjąć obowiązków plenipotenta...

— Książę wcale na mnie łaskaw nie jesteś?

— Owszem, nie chcę asińdźki zwodzić, bo choćbym przyrzekł, to bym nic nie zrobił, ale jakże nazwisko? Dorobek? Parobek?