— I zapewne ciebie kocha! któżby zaś ciebie nie kochał! ciebie poczciwcze, w którego oczach każdy człowiek jest dobrym, bo ty sam dobry jesteś — bo ty...... no! więc ciebie kocha?
— To nadto delikatne pytanie wujaszku! ja nie mogę, niepowinienem odpowiedzieć na nie!
— Już nie potrzebuję twojej odpowiedzi — rzekł zimno Suchy — aż nadto jej się domyślam — pewno chcesz się żenić? — i to mówiąc Suchy tak bystro, tak przenikliwie, tak nagle spójrzał w oczy Tobiaszowi, jakby wzrokiem chciał mu niepoczęte jeszcze w duszy jego myśli wyrwać, Tobiasz zmieszał się i spuścił głowę.
— No? jakże? zapytał znowu.
— Jeśli się na to zgodzi ona — i Majster.....
— Spuść się na mnie, moje dziecię — ja swatem będę.
Tobiasz rzucił się na szyję Suchego i tak silnie, tak serdecznie go ściskał, jakby mu chciał kości pogruchotać.
Suchy na te oznaki przywiązania, westchnął tylko i kilka łez ognistych, spłynęło marszczkami jego twarzy.
— Ty jeden Tobiaszu, rzekł po chwili, kochasz mię, a cały świat mnie opuścił. I ja niegdyś miałem kochankę i żonę! i moje serce znalazło sobie swoją parę — ale Tobiaszu, pamiętaj na to — że kobieta jest jak woda, póty twój obraz jej serce odbija, póki ty przy niej!!! — Dziś! o jak okropny los człowieka, który sobie sam wszystkiém być musi! Szukałem ludzi — lecz jakich ludzi? którzy mię nie pojmowali — nie znali, nie umieli ocenić, uczuć nie pojęli — obcowałem z niemi jak płatna dworka przyjmująca chwilowe uściski milionowych kochanków. Ty jeden Tobiaszu zostałeś mi jeszcze. Gdyby nie ten maleńki węzełek łączący mię z ziemią o! jakbym już dawno nie był na niej!
Ta mowa zdziwiła siostrzeńca, bo wuj bywał zwykle oziębły i zamknięty sam w sobie, politowanie obudziło się w jego duszy i łzy stanęły w oczach.