Suchy tymczasem, pełen politowania, nad obłąkanym skąpcem, nie chcąc dalej być natrętnym, skłonił się, dał znak Tobiaszowi, i wyszli obadwa.
Jak tylko kilka kroków odeszli, Tobiasz odezwał się do wuja.
— Prawdziwie — trudno pojąć to dzikie przywiązanie do pieniędzy, tak daleko posunięte.
— Jak pojąć? przerwał Suchy — najłatwiej! Pojmujesz zapewne, że serce ludzkie szuka przedmiotu do któregoby się przywiązać mogło. Jest to dla niego potrzebą nieodbitą. Jeden się przywiązuje do kobiéty — głupiec! łapie cień znikomy! drugi oddaje serce rozpuście i roskoszom! — to mija! inny chwyta się dostojeństw — serce jego siedzi w pokłonach — to ślepy! — ów zaś nakoniec chwyta złoto, garnie go, porywa, zbiera, i na cóż? żeby nań popatrzał, przeliczył i schował — jest to jedwabnik owijający się nicią kosztowną, której cenę, życiem przypłaci! Przyjacielu! złoto, kobiety, honory, są to rzeczy, które nas bawią, porywają, ale nas tak łatwo porzucają, jak owoc drzewo, na którém dójrzał!
— A cóż kochać mamy? zapytał Tobiasz.
— Nic! odpowiedział stanowczo i żywo Suchy, zamknij się w sobie — siebie nawet nie kochaj! bądź martwy na wszystko! a ta oziębłość to uśpienie lepszém ci będzie, niż drażnione ustawnie, odzyskiwane i tracone szczęście.
— Więc tylko jedną muzykę kochać można! rzekł Tobiasz.
— Tak! z ironią odpowiedział Suchy, poznałem cię, ty jeszcze musisz kochać cokolwiek — kochaj więc, kochaj, ale czas przyjdzie kiedy cię próba nauczy — kiedy uschną wysilone uczucia — i ty będziesz takim — jak ja!
VI
— Mościa Panno! mówił Majster Bartłomiej do synowicy, dziś z południa będziemy mieli gościa — włożysz Mościa Panno suknią z anszkotu z ruchem, której materyi łokieć płaciłem po dwanaście groszy; obszytą antularzami. Włosy w forki ułożyć trzeba, zawiesić śp. matki perły i kanaki, obuć się w kurdybanowe trzewiczki, wziąć półpłaszczyk bayborakowy — chomle, złote fereciki.... niezapominać, ażeby koło pięści obszyć piękne forboty, którem ci niedawno podarował — słowom, moja Panno — ustroj się jak łątka.