— Na cóż te ceregiele? stryjaszku.

— Bo — będziemy mieli młodego gościa — Wojewodzica, który Waćpannę ongi z okna widział i upodobał, a gdybyż się ożenił? bogaty! hę?.... młody.... hę?

— Ja za niego nie pójdę.

— Ja się o to nie pytam — jeżeli mi się podoba, jeśli sypnie pieniędzmi, to cię weźmie — już ja mu za to ręczę.

— Ależ to przecie odemnie zależy!

— Bynajmniej, bynajmniej — kobieta nie ma swojej woli, i mieć jej niepowinna — kobieta nie wie co dla niej jest złém, a co dobrém. Hę? czy rozumiesz — czyli — zrozumiałaś li mnie? albo, czyliś mnie pojęła?

— Nie.

— Jakto nie? co to, nie? hm! nie? Powtarzam — będzie tu dziś Wojewodzic, bogaty, djable bogaty, jeżeli się w tobie rozmiłuje i żenić zechce — łup, cup — we dwa dni jesteś panią, a ja — twoim najniższym sługą, czyli....

— Kiedy już tak daleko zaszliśmy, odezwała się Hersylia poważnie, pozwolisz mi sobie powiedzieć stryju, że nie masz żadnego prawa moją ręką rozrządzać.

— Jakto? niewdzięcznico? co mówisz? coś wyrzekła? czyli....