Nastało milczenie — młodzieniec zacierał czoło, pocił się, jeździł oczyma po suficie i nakoniec się odezwał.
— Królowa jutro wyjeżdża do Warszawy.
— Być może.
— Słychać o jakichś w Litwie zaburzeniach.
— Słychać.
Znowu milczenie, znowu niecierpliwość ze strony Wojewodzica, a szepty między kochankami. Tak zeszła godzina, po której Bartłomiej wszedł z Rupertem i twarz obu zachmurzyła się, kiedy zobaczyli Tobiasza rozmawiającego z Hersylią, a Wojewodzica siedzącego sam na sam, zlanego potem, pełnego gniewu i złości.
Tobiasz powitał Majstra, ale Majster zimno na ukłon odpowiedział; spójrzał potém ostro na Ruperta, a mała poczwarka skryła się za brzuch P. Bartłomieja dla assekuracyi.
— Waszmość już tu zapewne, dawno być musisz znajomy? zapytał po chwili ostro, Wojewodzic Tobiasza.
— Nieco dawniej od Waszeci — odpowiedział dumnie muzyk.
— Proszę, z większém uszanowaniem — rzekł z cicha i tchórzliwie Rupert — to P. Wojewodzic.