— Mogęż być u niej.

— Dla czegoż nie, będzie mu rada — chodźmy.

Zastali staruszkę nad książką i modlitwą, modliła się zwykle dzień cały.

Przywitała uprzejmie Darskiego, teraz każde odwiedziny ją cieszyły, bała się być opuszczoną biedna, i dzień bez gości był dla niej smutniejszy niż kiedy.

Jan począł żywo mówić o dawnych czasach, żeby w wspomnienia wprowadzić staruszkę i jakoś mu się to udało. — Rozdobruchała się, rozgadała, ale w końcu niemogąc zapomnieć straty świeżej majątku, którego nie dla siebie, ale dla wnuczki żal jej było, dodała z westchnieniem:

— Pan wiesz, że nam pozostała tylko jedna Dąbrowa.

— Wiem pani.

— I dziś prawieśmy ubodzy.

Julja przerwała wesoło:

— O co to, to nie! coż to mnie babunia za nic sobie liczy.