— Co do mnie, mówiła Julja bawiąc się xiążką, którą wzięła machinalnie — tam gdzieby chodziło o moja przyszłość całą, byłabym trudną, bardzo trudną, chciałabym upewnić się, obwarować, żeby jej nie stracić; chciałabym nie rzucić jej na pastwę losowi.....

— Nie wierzę pani — rzekł Jan — przyszłości nie oddałabyś pani bez uczucia, a uczucie nigdy tak nie rachuje i nie rozumuje.

— Mylisz się pan, gwałtowne uczucie ma swój właściwy rachunek; one się lęka zdrady i bojaźliwe zewsząd od niej zastrzega.

— Uczucie wielkie nie przypuszcza jej — samo będąc gwałtowne, w swojem świetle, w swojej barwie widzi wszystko, poświęca się i łatwowierność jest dowodem może jego potęgi.

— O! nie! nie. Na to nie pozwalam — odpowiedziała Julja — to byłby już szał, a szał jest chwilowy tylko. — Uczucie wieczne musi budować się na — wieczność. — Czyni to instynktowo, rozumem serca.

Jan wziął powoli rękę Julji, która mu jej nie broniła — serca ich uderzyły od magnetycznego związku.

— O! nie, nie, rzekł cicho — pani nie potrafiłabyś być tak srogą, tak ciężką dla tego, coby ci życie poświęcił. —

— Dla siebie i dla niego, musiałabym, odparła Julja...

— Co za niewiara!

— Dla czegoż tyle zawodów na świecie?