— Juljo, ty niewiesz co w sercu tem się dzieje.
— Dzisiaj — lecz jutro?
— Jestże jakie jutro!
— A! gdyby życie mogło być jednym wielkim dniem bez jutra — wiecznością bez zmiany. Lecz wszystko się zmienia, jakaż przysięga, jakie zaklęcie może odegnać moją bojaźń?
— Ty mi niewierzysz! powtórzył Jan.
— Ja kocham cię! powtórzyła Julja, której rękę całował Jan z zapałem — o wierz mi kocham pierwszy raz — i ostatni.
— Lecz jakże przekonam cię, że jestem twój, i twój tylko na zawsze?
— Posłuszeństwem bez granic.
— Juljo! — możeż że wątpić o tem?
— Chcę być pewna ciebie.