— A nie jesteś?

— Nie — kobieta — boję się — boję — serce mi się ściska, gdy myślę o przyszłości.

— Cóż mogę na to poradzić?

— Zamknąć oczy i ślepo spełnić co powiem.

— O! mój Boże, ona mi nie wierzy! z boleścią zawołał Jan, lecz jakiegoż chcesz dowodu — jakiej pewności? wszystko zrobię.

— Pojedziesz na rok cały i nie będziemy się widzieli.

— Juljo — rok cały, to wieczność — rok młodości, to skarb bez ceny — rok życia stracony, gdy szczęście przed nami.

— Lepiej rok stracić niż życie! zawołała żywo... Nigdy już nie mogę być szczęśliwą chyba z tobą, lecz nad nieszczęście we dwoje, wolę samotną śmierć powolną. Dla tego nim będę twoją, chcę wiedzieć, żeś mój na zawsze. Tak — jeszcze rok próby, — i to nie ostatnia.

— Jakto? jeszcze ci dosyć nie będzie.

— Dosyć — nie! nie dosyć!