— I kiedyż ten nieszczęśliwy rok mu się rozpocząć?
— Od jutra!
— Zlituj się, — od jutra! jakto, jutro miałbym porzucić cię i niewidzieć znowu. Po dzisiejszym dniu, który jest najszczęśliwszym mego życia.
Julja zamilkła..... Jan ręką gorące chłodził czoło.
Cały, długi wieczór upłynął na podobnej rozmowie, teraz najrozkoszniejszej, bo rozkutej z tych form, które ją przed chwilą ścieśniały. — Raz powiedziawszy kocham, stali się jak brat i siostra, nie mieli tajemnic, nie potrzebowali myśli swej osłaniać i mówić dwuznacznikami. Julja z gwałtownością sobie właściwą, którą nie jednej kobiecie za złeby wziął mniej zakochany a miałkiego umysłu człowiek, nie taiła ani przywiązania swego, ani myśli, nie drożyła się z wypowiedzeniem tego co czuła, nie cedziła z niepewnością i bojaźnią tego, co rzeką wezbraną lało się z jej serca. Jan był w uniesieniu.
A Marja? — Marja siedziała przy fortepianie, niekiedy jej oczy podniosły się na parę szczęśliwą, i znów opadły ku ziemi. Ona słyszała wszystko, a więcej domyślała się... serce się jej ściskało, oddech tamował, a przy wielkiej boleści, była i roskosz tajemna, niepojęta w tem cierpieniu, o którem nikt niewiedział, nikt się go nie domyślał, którego uleczyć nic nie mogło, chyba — śmierć.
W zapale opowiadania Julja wyznała Janowi, zkąd poszedł pierwszy gniew prezesa i zupełne z nim i nadzieją zapisów jego rozstanie. To było powodem wyznania Darskiemu, że nie potrzebowali majątku, którego on miał dosyć. Julja chmurna odskoczyła od niego. — Jesteś wiec bogaty? spytała:
— Dość dla nas obojga —
— Czemuż o tem niewiedziałam dotąd?
— Nikt mnie nie pytał? Chcesz próby, oto już pierwsza próba — pokochałem cię panią, kocham cię dziś więcej jeszcze — jeśli to być może.