— O to, to żadna próba! odparła dziewczyna. — Jesteś bogaty, możesz się obejść bez moich pieniędzy. — A ja — dodała — ja wolałabym cię ubogim. — Często — wielkie uczucie miłości rozbija się o mizerną rachubę powszedniego chleba...
— Ale nie takie jak moje.
— Swojego nieznasz...
— Juljo, Juljo! tak młoda, a już tak niedowierzająca! — Godziż się to?
— Wszystko się godzi dla spełnienia ideału mojego. — Moim ideałem szczęście nasze — ale nie szczęście chwili — co się budzi rozczarowaniem! nie! ja takiego niechcę.
Jan nic nieodpowiedział, była niepokonaną.
Późno już było, gdy pożegnał Julię i Marję, starościnej widzieć już nie mógł. Julja podała mu rękę i z uczuciem rzekła: — A więc na rok cały się żegnamy, rok próby, — po roku czekam cię. Janie, tu w naszej cichej Dąbrowie, zastaniesz mnie, jaką porzucasz dzisiaj, zawsze ci wierną, i na zawsze twoją.
Jan nie znalazł na ustach, ani w sercu odpowiedzi, rok ten przestraszał go jak nie przeżyta wieczność. — Ona go kochała i odpychała od siebie —!
Pojechał.
A gdy Marja sam na sam została z Julją, gdy szczebiotliwe dziecko pragnąc podwoić swoje uczucie, dzielić się niem poczęło z przyjaciółką, z westchnieniem rzekła jej Marja —