Pomimo wad, które szczepi pospolicie w sercu i umyśle panów i paniczów niedorzeczne wychowanie, co od dzieciństwa wskazuje im, że są czemś wyższem nad lud pospolity i do szczególnych losów stworzonem, Henryk był wcale przyzwoitym młodzieńcem, mogącym bardzo podobać się kobiecie. Wady jego leżały na dnie ukryte starannie, nie była pora popisywać się z niemi — udawał więc człowieka popularnego prawie, bracił się z młodzieżą chętnie, nie nastawiał tytułem i nie pluł herbami. Młodzież, która niesłychanie ceni przystęp do j. oświeconych, gdy ci nie kąsają tylko, otoczyła go z zapałem przekonawszy się, że nawet głaszcze. Henryk był bożyszczem młodzieży i powszechnie uważanym za okrasę towarzystw. Dowcipny (rodem kury czubate), zręczny, dobrze ułożony, dość oczytany na tych książkach, w których potrosze wszystkiego nauczyć się można, doskonały strzelec, wyborny tancerz, gracz z krwią chłodną, do kielicha gotów choć o północy, przy kobietach przyzwoicie śmiały, koniarz jak berdyczowscy żydzi, birbant między birbantami, poważny ze starymi, polityk nawet, gdy było potrzeba. — Xiążę nie na jednej grał strunie jak widzimy. Przytem twarzyczkę miał, której bródka jasna wiele dodawała wdzięku, oczy niebieskie melancholiczne, rękę kobiecej piękności, zęby jak z kości słoniowej. Niebogaty, nie był też ubogim, ale jadły go żydowskie i nie żydowskie długi, ten trąd naszych prowincyj. Potrzebował się koniecznie bogato ożenić. Dom jego na pańskiej stopie utrzymywał się kredytem cały, ale niemniej wspaniale.

Już widzicie jak przywieziono xięcia Henryka do Dąbrowej, jak Julja obojętnem zmierzyła go okiem, jak po kilkogodzinnej rozmowie niemogła niewyznać, że to był bardzo przyzwoity młody człowiek. — Un jeune homme tres comme il faut.

Starościnie w najwyższym stopniu pochlebił tytuł xiążęcy!

Prezes żartując z golizny jaśnie oświeconych, poszłej już w przysłowie, bo w tamtej okolicy mawiano czasem: — Goły jak xiążę; — prezes nie zupełnie był wolny od próżności. — I jemu pochlebiało to xięstwo, z którego żartował.

Julja na podziw Marji, babce i wielu innym, zwykle bardzo zimno i odstręczająco przyjmując i odprawiając przybywających, tego bardzo grzecznie, prawie pociągającym sposobem przyjęła, i xiążę począł bywać dość często w Dąbrowie. Julja traktowała go żartobliwie, grzecznie, ale nie odbierając mu wcale nadziei. Wprawdzie nie pozwalała mu bardzo się zbliżyć do siebie, unikała dwuznacznych wyznań, niechciała rozumieć półsłówek, ale to wyglądało raczej jako zwłoka niż jako odprawa.

A gdy Marja pytała jej z podziwieniem, dla czego xięcia pana trzyma na uwięzi? Julja, która myśl jakąś miała i rachunek, odpowiadała jej: — Zobaczysz — ja nic nie robię bez celu.

— Lecz na cóż go uwodzisz?

— Ja? jego? — jestem z nim jak ze wszystkimi — odprawić go nie mogę, bo niewiem nawet czy myśli o mnie; pociągać go nie myślę.

A rok naznaczony powoli upływał. Julja była pewną, że Jan ukrywający się w Jarowinie, mieszkał w Litwie. Stary Darski, który o wszystkiem wiedział, wzruszał ramionami, nie bardzo narzekając na zwłokę.

— Wszystko u was teraz po szalonemu, mówił do syna — miłości wasze i nienawiści niepojęte, dziwaczne. Którażby to dawniej kobieta pomyślała wystawić człowieka na taką próbę osobliwą? któryżby z nas dawniej poddał się takiemu rozkazowi! Dziś mosanie, takeście niedowierzający, że młodzi, w wieku zaufania i wiary nawet, boicie się jedni drugich. A zresztą może to i lepiej! Bóg z wami. I mnie się też upiekło przytem, że Jan cały rok przy mnie bawi.