— Jeszcze jedna taka, odpowiedział Jan, a zginiemy oboje — a więcej nie zobaczysz mnie Juljo. Rób ze mną co ci się podoba, ale szydzić z uczucia, którego znasz gwałtowność, które mówisz że podzielasz, bo dziś zwątpiłem o tem — o! nie próbuj.
Namiętność, z jaką to wyrzekł Jan, była najlepszym dowodem dla Julji, że rok niewidzenia nie tylko nie zmienił miłości Jana, ale ją podniósł jeszcze. Była szczęśliwą!
— Kiedy wróciłeś z Litwy? spytała —
— Z Litwy! ja tam niebyłem od roku.
— Gdzieżeś był?
— Tu, w Jarowinie.
— Tu — o milę od Dąbrowej! rok cały! tu!
— Tak tu! bliżej ciebie Juljo! I za to cierpienie Tentala, taką otrzymałem zapłatę.
— Janie, jam twoja, ukarz mnie jak zechcesz — przepraszam cię — o! daruj mi.
— Nie! nie! nie tak łatwo zagoić tę ranę, czuję ją jak zimne żelazo w sercu.