Jan był niespokojny, czy to przypisać tęsknocie? Marja smutniejsza codzień — choć śmielsza z nim coraz. I nieunikała jego wejrzenia, ani rozmowy, ani spotkania.
Płynęła z biegiem wody. — A za nią był kraj smutny, a przed nią — pustynia. —
Kawałek tylko drogi mieli przebiedz razem. Jan, który w początku narzekał, tęsknił, dni rachował z Marją, choć każde z nich z innej przyczyny, powoli coraz rzadzej na ustach miał Julję. Gniewał się na siebie, wyrzucał to sobie, gwałtem myśl naprowadzał na przyszłość obiecaną — a przyszłość ta nie miała już dla niego dawnego uroku.
W parę miesięcy widoczna była zmiana na obojgu. Jan walczył z sobą, Marja taiła co czuła, ale kochała całą duszą. Cóż kiedy to uczucie utaić się nie da! Niepowiesz go — zdradzi cię wzrok, bojaźń twoja, niezręczność, oczy, ruchy i te szatanki co koło nas latają w powietrzu roznosząc myśli, którebyśmy ukryć chcieli, a które oni podają z uśmiechem każdemu.
Czasem miłość maskuje się nawet wstrętem, lecz ta ze wszystkich najwydatniejszą.
Marja umiała wprawdzie ukryć w sobie co czuła, lecz tyle tylko ile ludzkie dozwalają siły.
Jan czuł, że mu była — przychylną.
Myśli ich doskonale się spajały, serca rozumiały, upodobania zgadzały. — Oboje wierzyli we wszystko dobre i szlachetne tą wiarą młodą, która żadnej niepotrzebuje próby.
Jednego dnia po trzech miesiącach, Marja nareście postrzegła wielką zmianę w Janie i przeraziła się nią. Jan nie wspominał Julji, chyba przypadkiem i obojętnie, przybywał raniej, odjeżdżał później i bawił się dnie czasem całe, czasem całe wieczory i przedłużał pobyt w Dąbrowie. Starościna brała to wszystko za przyjaźń niewinną i całkiem była spokojna; ale Marja nie mogła nie postrzedz, że już nie była obojętną Janowi jak przedtem, że serce jego zmieniło się, a ostatnia próba była jego upadkiem.
Długo przeczyła sama sobie, lecz wejrzenia dopełniły się wyrazem i dłużej wątpić nie było można.