— Temu panu, rzekł Jan do Julji — widocznie nie przypadłem do smaku.

Prezes posłyszał dość głośno wymówione wyrazy.

— Zgadłeś pan, rzekł grubijańsko.

Jan się ukłonił tylko. — Niechże mnie pani zaprezentuje.

— Pan Jan Darski! śmiało przemówiła Julja.

— Wiem o tem! I z gniewem się odwrócił.

Widocznie chciał upokorzyć, chciał wypędzić przybysza, a wahał się i nieśmiał jeszcze.

— Nie przeszlibyśmy się po ogrodzie? rzekł znowu wrząc cały.

— Bardzo chętnie — odpowiedział Jan. — Julja błagająco spojrzała na niego; młody człowiek jednem wejrzeniem uspokoił ją. — Miał on już tę wyższość nad prezesem, że był zimny i panem siebie, gdy tamten, wspomnieniem przeszłości rozjątrzony, buchał nienawiścią i gniewem.

Powoli zeszli ze wschodków.