— Co pan tu robisz? rzekł prezes dumnie. —
— A pan? spytał grzecznie Jan.
— Jakto? jakto! ja — krewny — opiekun — pan śmiesz —
— Ja jestem sąsiadem i gościem, niesądzę, żeby do obowiązków opiekuna liczyła się niegrzeczność dla gości.
— Pan wiesz kto ja jestem?
— Dowiaduję się co chwila lepiej o tem.
— I wiesz przeszłość?
— Zapewne urazę jaką pan masz do mojego ojca?
— Urazę! urazę! nie — nienawiść — chęć zemsty — ohydę — wstręt.
— Mógłżebym co na to poradzić? niewiem, to pewna, że ojciec mój nadto jest dobrym chrześcijaninem, żeby nienawiść chował w sercu i zemsty pożądał.