— Ja go zgubiłem!
— Mój ojciec nie zginął.
— Jam go zubożył.
— Mój ojciec ma dosyć dla siebie i dla mnie — niechcemy więcej. — Co się tyczy pańskiego udziału w ubóstwie mojego ojca, przesadzasz pan sobie to czem się chlubić niegodzi. Ojca mego zubożyły ofiary, któremi poszczycić się może, nie pan.
— Wy mnie, ja was nienawidzę — to dom moich krewnych, mojej pupilli — chcę żeby tu noga twoja nie postała. — To mówiąc stuknął laską i myśląc że zastraszy Jana, zbliżył się ku niemu o pół kroku.
— Proszony, przybyłem i zdaje mi się, że nikt prócz starościnej niema prawa powiedzieć tutaj żebym wyszedł. Zostaję więc.
— Zostajesz?
— Tak jest.
Prezes bladł, strzelał oczyma, stukał laską i wił się z gniewu, który nim miotał.
— Ja niemam prawa ztąd cię wyrzucić?