— Pozwolisz mi pani powrócić tu? spytał korzystając ze szmeru Jan.

— Ja? wszakżem pana prosiła sama — a fałszem się brzydzę i — szczerą jestem.

— A prezes —

— Możemy nieuważać na dziwactwa prezesa.

— Więc mogę?

— Kiedy pan nasze strony opuszczasz? głośniej spytała Julja.

— Niewiem sam jeszcze.. — Czyż i pani mnie wypędza? rzekł ciszej.

— Właśniem go namawiać chciała, żebyś pozostał przy ojcu, którego tak kochasz.

— Mam i inne zatrudnienia — obowiązki.

— Szkoda, wmieszała się podkomorzyna usiłując Julję ratować — rachowałyśmy na pana jako na tancerza.