— Wątpię żeby teraz było można.

— Poczekam.

Sparaliżowana rozmowa, której nawet dość mowna podkomorzyna, w obec, ziębiącego prezesa prowadzić dalej nieśmiała — przerwała się. Panny tylko szeptały po cichu. Dzwonek starościnej dał się słyszeć. Julja pobiegła i wróciła po chwili.

— Babunia prosi pana prezesa.

Wstał kulas i zmierzywszy okiem wnuczkę poszedł.

Staruszka jak zwyczajnie siedziała w swojem krześle i ochłonąwszy z przykrego wrażenia, jakie na niej zrobiło obejście się prezesa z Darskim, oczekiwała zapowiedzianego gościa.

Wszedł kulawy i usiadł naprzeciw.

— Cały jestem w pasji, rzekł po chwili, niespodziewałem się tu zastać tego chłystka.

— Mój prezesie, cóż za dziwne uniesienie.

— Pani niewiesz jak ich nienawidzę.