— Czas było zapomnieć.

— Nie zapominam nigdy.

— To źle, to źle, to niepochrześcijańsku.

— Już jak to jest, to jest, a tak być musi. I proszę pani, żeby tu więcej nie bywał.

— Dla czego, prezesie?

— Bo ja tego sobie nie życzę.

— Nie widzę przyczyny, kochany prezesie.

— Starościna rozumieć mnie niechcesz, a więc nie obwijając w bawełnę, powiem co myślę. Wątpię żeby ten szerepetka śmiał pomyśleć o Julce.

— I ja wątpię.

— No — ale dziewczęciu się w złą godzinę głowa zawrócić może — panny Marji także nie dam za niego; a wreście cierpieć Darskich niemogę i spotykać ich tu niechcę.