— Mówisz prezesie, jakby Julka i Marja nie od siebie i nie odemnie, ale od ciebie tylko zależały. Przecież tu jeszcze ani mowy o niczem niema; ale gdyby co było, jać mam większe prawo rozporządzać wnuczką.

— Największe! i zupełne — kłaniając się rzekł prezes, a ja, ja, dodał — ja mam prawo mój majątek oddać komu zechcę.

— Tego ci nie zaprzeczam, odpowiedziała zmięszana trochę staruszka.

— I jeźli nie po mojej myśli postępować się tu będzie, pewna że grosza po mnie Julja nie weźmie.

— Ależ nic się przecie nie myśli, nie robi.

— Tak — i właśnie póki nic niema, czas przestrzedz.

Starościna tonem i myślą rozmowy widocznie była urażona i pomieszana.

— A więc Darskiemu napisać czy powiedzieć, żeby nie bywał.

— Wczoraj pisałam do niego zapraszając sama, tego uczynić nie mogę; powodu nie dał.

— Dał powód, mówił mi niegrzeczności.