— Dlaczego?
— E! bo tam niedobra siedzi zwierzyna...
Obejrzała się po drużynie i poczęła ją liczyć oczyma.
— Jakaż zwierzyna? — rzekł kneź.
— Tam Myszy siedzą, miłościwy panie, Myszy! — szepnęła Jaruha — kupa Myszy...
Poczęła się oglądać niespokojnie, wstała i chciała zbliżyć do knezia, ale ten jej zagroził, aby nie śmiała na krok ku niemu przystąpić. Trwoga odmalowała się na jego twarzy, słysząc tę zagadkową mowę. Obejrzał się na smerdę, który zawołał:
— Mów, babo, wyraźnie!
Jaruha niespokojnie patrzyła wkoło i wahała się.
— Co, bo nie rozumiecie... kiedy mówię, Myszy, Myszy, a Myszki wszystko jedno... Ja tam zresztą nie wiem nic! nie wiem nic!...
Siadła prędko i ziele zaczęła przebierać skwapliwie.