— Nie — odparł zimno spytany.
— Polujecie na prawne wykręty po księgach i dekretaljach — dodał Biskup.
— Do tegom się sposobił — odpowiedział kanonik spokojnie.
Spojrzeli sobie w oczy. Chłodna krew tego wychowańca Włoch, trochę nad Pawłem wzięła przewagę.
Czuł, że miał przeciwko sobie nie lada zapaśnika, który go spokojem i panowaniem nad sobą przechodził.
— Cóż tedy będzie? — przerwał Biskup milczenie dosyć niezręcznie, bo był zniecierpliwiony. Przybyliście się ze mną targować o uwolnienie moje. Kraj pod interdyktem jest i pozostanie, póki nie nastąpi zgoda. Nie przyjmiecie warunków moich, to książe i księżna spowiedzi wielkanocnej, ani rozgrzeszenia mieć nie będą. Musicie zgodzić się na to, co ja chcę — inaczej — nic!
Książe mnie przebłaga publicznie, z powrozem na szyi..
— To wcale nie może być — rzekł zimno Dzierżykraj — nie może.
— A cóż będzie? — zawołał Biskup.
— Ha! — odparł wzdychając kanonik — jeśli się zgoda niemożliwą okaże, a interdykt trwać będzie, książe i księżna na czas do Węgier wyjadą. Sprawa pójdzie do stolicy apostolskiej na rozstrzygnięcie.