— Jeszcze to nie wszystko — odparł towarzysz podróży. Kształt i barwa poczną się zaraz kłócić w twojej głowie. Obejrzyj się: w jednych tworach wygórował kolor i zdaje się cechować życie, zdaje się bydź jego wyskokiem, znamieniem; u drugich zobaczysz tylko kształty i linie, któreż z nich jedyną prawdą?
— Niewiem, powtórzył Tomko — Chodźmy dalej, chodźmy dalej!
V
Miało się ku wieczorowi, gdy podróżni wstali i pociągnęli dalej w drogę.
German von Teufel zabawiał Tomka wielce zajmującemi powiastkami; młody podróżny zaledwie ich słuchał — milczał z głową szpuszczoną.
Po drodze napotkali żebraka.
— Powiedz no mi mój kochany, dobywając kieski spytał German, nie wiesz tu gdzie ciepłego kąta, żebyśmy z tym paniczem przenocować mogli.
A nad laskiem w dali trochę sterczała biała wieżyczka wiejskiego kościółka.
— Gdzież kiedy nie u Dobrodzieja? rzekł kulawy, ciepła chata, smaczna wieczerza i miła gawędka.
— Dokąd to idziesz?