— Czy mówisz w imieniu stowarzyszenia? — zapytał Paweł.
— Zawsze — odparł Teodor. — U nas nie ma zwariowanych indywidualistów, jak ty. My nie przegramy już żadnej wojny.
— Czy robisz mnie zarzut z powodu klęski?
— Oczywiście, tobie i innym Żydom!
— A więc wypowiadasz mi wojnę?
— W każdym razie jestem twoim wrogiem, a jeżeli trzeba będzie, to i wojnę wypowiem!
— Wśród takich warunków — ciągnął Paweł po chwili bardzo spokojnie i pomału — nie możemy żyć pod jednym dachem. Zapytamy może matki — gdyż dom jest według testamentu ojca jej własnością — kto z nas może tu pozostać.
— Gwiżdżę na prawo. Według rzymsko-żydowskiego prawa musiałbym się może wyprowadzić.
— Germańskiego co prawda nie mamy.
— Zobaczymy!