— Matko — rzekł Paweł wieczorem — ja ręczę za pana Merwiga. Wszystko skontrolowałem. Jest tylko głupi.
— Personel zawsze jest głupi, moje dziecko. Przyniosłeś może gazetę? Teodor nie wrócił dziś do domu. Zwykle przynosi gazetę.
— Czy nie abonujemy żadnego pisma?
— Już nie, moje dziecko! Przerwałam abonament.
— Dlaczego nie poślesz po gazetę?
— Myślałam, że ty przyniesiesz jedną gazetę i Teodor jedną, bylibyśmy już mieli dwie.
— Pójdę po gazetę.
Gdy Paweł wrócił, na stole leżała depesza: „Robert przyjeżdża w środę. Całusy. Lina”.
Istniał jeszcze Robert. Paweł zapomniał o nim. Co stanie się teraz z tym rotmistrzem?
— Trzeba będzie przyjąć go do interesu — sądziła pani Bernheim.