— Otrzyma pan pieniądze. Odpowiedz pan.

Grigori zmrużył oczy i patrzył na Lidię.

Potem rzekł:

— Oczywiście. Jeżeli ona chce!

— Grisza! — krzyknęła Lidia, tak głośno, że wszyscy odwrócili się. Oparła głowę o stół i płakała. Czołem przywarła do płyty marmurowej, jak gdyby nie znała innych towarzyszy poza kamieniem i martwymi przedmiotami.

— Chodź pani! — rzekł Brandeis. Podniósł ją z krzesła. Dyrektor przyszedł. Brandeis rzekł:

— Lidia Markowna opuszcza was. Zapłać pan Griszy dwie miesięczne gaże, na mój rachunek. Dobranoc!

Nowy Nikołaj Brandeis wyszedł z kobietą na ulicę.

Poszli w stronę postoju taksówek.

XII