Nazajutrz o południu „Desterro” wpływa do głęboko werzniętej pomiędzy kilka cyplów granitowych wąskiej zatoki Santos, mającej wiele podobieństwa z zatoką Rio de Janeiro. Ograniczają ją z obu stron dwa równoległe do siebie pasma górskie, gęstym porosłe lasem, a płaskie, bagniste brzegi pokrywają zarośla ryzoforowe. U wejścia zatoki mijamy bardzo malowniczą, omszoną wiekiem i na wpół rozwaloną forteczkę, zdradzającą architekturą swoją pochodzenie z czasów panowania holenderskiego.
Nigdzie nie widziałem tak wielkiej ilości meduz, co w Santos. Osobliwsze te zwierzątka, mające kształt jarmułek115 z pękiem czułków u spodu, barwy szarej lub różowej, mijają co chwila nasz statek.
Santos jest przystanią stanu Sao Paulo, należącego do najruchliwszych i najbogatszych w Brazylii, posiadającego sieć kolejową 2000 kilometrów długą i wywożącego kawy 116 milionów kilogramów rocznie, tj. blisko 1/3 całej produkcji brazylijskiej. Szkoda tylko, że warunki zdrowotne Santosu są tak opłakane, iż podczas upalnego lata nawet rodowici Brazylianie wytrzymać tu z powodu żółtej febry nie mogą.
Dla osób nieobeznanych z zakulisowymi tajemnicami zamorskiego handlu niezrozumiały będzie szczegół, o którym pisze w podróży swojej po Ameryce Jonin, były poseł rosyjski w Rio Janeiro. Zastał on w porcie Santosu statek finlandzki116 naładowany — deskami sosnowymi! — a jednak rzeczą jest oczywistą, że się z palisandru ani mahoniu nie da zrobić podłogi w domu mieszkalnym, wyrobienie zaś desek z araukarii117, rosnących w głębi kraju, i przewiezienie takowych koleją na pomorze wypada o wiele drożej aniżeli przywiezienie takowych na żaglowcu z Finlandii lub Stanów Zjednoczonych. Dzisiaj, od czasu założenia w górach kilku tartaków przez kolonistów polskich, stosunki się zmieniły w samym Santos, lecz pozostały niezmienne dla wielu innych miast gorącego pomorza brazylijskiego, jak i bezleśnej Argentyny. Przy budowie np. kolei z Paranagua do Curitiby — podkłady sprowadzone aż z Chile — o 20 dni drogi parowcem!
Dalej przywożą tutaj w znacznej ilości mąkę pszenną z Nowego Jorku, jakkolwiek w głębi kraju wielu osadników sieje pszenicę, dającą 30–40 ziarn — lecz brak całkowity młynów i środków transportowych uniemożliwia konkurencję z Europą. Nawet kukurydzę, dającą tutaj 200 ziarn bez żadnej uprawy, miasta portowe sprowadzają z Europy.
Kartofle dowożą się118 tutaj z Hiszpanii, Portugalii i Anglii nawet, a hamburskie cygara tutaj, w ojczyźnie tytoniu wyborowego, olbrzymi mają odbyt119. Wiele przywożą tutaj również z Europy wina, jabłek, gruszek itd.
Ale oto jeszcze jeden fakt dziwaczny, podany przez tegoż p. Jonina: w prowincji Sao Paulo istnieje w miasteczku Ipanema kopalnia bardzo czystej rudy żelaznej oraz jedyny w Brazylii wielki piec do wytapiania surowca, urządzony wzorowo przez rząd brazylijski. Otóż połowę potrzebnej dla pieca rudy sprowadzają z Europy! Bo taniej im wypada.
Jak olbrzymim rynkiem zbytu dla produktów europejskich jest Brazylia, uwydatni dostatecznie okoliczność, iż w r. 1889 np. Francja wywiozła towarów do Rosji zaledwie za 18 000 000 franków, do Brazylii zaś, zaledwie nieco więcej ponad 10 milionów ludności liczącej, za całe 63 000 000 franków. Komentarze są tutaj zbyteczne.
Miasto nie jest wielkie, lecz nadzwyczaj szeroko rozrzucone, a ponieważ oprócz agentów handlowych nikt tutaj stale nie mieszka, nie odznacza się niczym wybitnym. Ulice stosownie do pogody pełne kurzu lub błota, w szachownicę pocięte; niskie domki, żadnego okazalszego gmachu.
W porcie spotykamy kilkunastu emigrantów polskich w bardzo smutnym stanie. Należą oni do kategorii dezerterów z kolonii rolniczych, wyczekujących sposobności powrotu do kraju. Pracują jako tragarze lub pomocnicy murarscy, zarabiając z trudnością na życie, a częste choroby mozolnie zgromadzone oszczędności pochłaniają. Jak we wszystkich miastach portowych jest też tutaj kilkudziesięciu rzemieślników naszych, a zapewne i ktoś z inteligencji, jak mnie zasłyszana z ulicy rzewna nuta polskiej piosenki, przy akompaniamencie fortepianu dźwięcznym sopranem śpiewanej, przekonała. Podczas gorących miesięcy Santos się wyludnia, a kto tylko może przejeżdża do sąsiedniego S. Paulo lub S. Bernardo, położonych w zdrowym górskim klimacie.