Zanim opuścimy ląd brazylijski, uważam za stosowne uzupełnić obraz kolonii polskich w Paranie i stanach sąsiednich, na podstawie informacji moich towarzyszy oraz osób wiarogodnych.

W stanie Parana oprócz zwiedzonej przez nas głównej grupy nad Y-guassu istnieją jeszcze luźne rozsiane wśród Włochów i Brazylianów osady polskie w pobliżu miast Ponta Grossa i Castro oraz w dolinie rzeki Tibajy224 (kolonia Adelaida). Ku południowi zaś od Curitiby, wzdłuż budującej się kolei, rozlega się druga, wielka grupa kolonii polsko-niemieckich, łącząca Curitibę ze stanem Sta Catharina.

Płaskowyż, na którym leży Curitiba, ciągnie się bez zmiany ku południowi aż do krańcowego punktu nowej kolei, miasteczka Lapa, położonego na wysokości 1000 metrów nad poziomem morza, wśród bezleśnego kampu. Dalej ku południowi teren zniża się nieco w dolinie rzeczki Rio Avajem (Rio Varzea na niektórych mapach)225 do 810 metrów, po czym wkraczamy już w region leśny, przeważnie araukariowy. Dział wodny pomiędzy Rio Avajem i Rio Negro jest 1100 metrów wysoki (Alto do Sao Benedicto). Dolina Rio Negro, stanowiąca granicę spornego terytorium pomiędzy stanami St. Catharina i Paraná, posiada przy kolonii tego imienia wysokość 860 metrów i spadek ku zachodowi, wpadając do Y-guassu w pobliżu Rio Claro.

Miasteczko Rio Negro, liczące ze 30 domów, dość ruchliwe z powodu przeprawy przez rzekę (na promie) transportów hervy mate, mieści zarząd świeżo założonych kolonii w tej okolicy, w których towarzysze moi zastali stan rzeczy opłakany, bardzo daleki od wzorowego urządzenia kolonii nad Y-guassu położonych. Przed kilku tygodniami zmieniony z powodu nieporządków zarząd wraz z nowym swym szefem, p. Trajano Brasil, nie pofatygował się nawet zajrzeć do kolonii Lucena, odległej od biura zarządu o całych mil siedem. W barakach Rio Negro mieści się kilkuset ludzi natłoczonych, dziesiątkowanych przez tyfus i dyzenterię. Szpital, położony na lewym brzegu rzeki, nie odpowiada elementarnym wymaganiom sztuki lekarskiej. Lekarz odwiedza go zaledwie raz na tydzień. Piękne projekta wystawienia nowego lepszego szpitala spełzły na niczym dla braku funduszów; żywność pogorszyła się — wychodźcy nie otrzymują wcale mięsa (rząd żywi ich w barakach swoim kosztem); wypłaty za robociznę spóźnione o całe pół roku.

Najbliżej miasta leży kolonia austriacka Bukowina, na prawym brzegu rzeki, istniejąca od lat 5, złożona z Galicjan, Niemców i Rumunów. Stan kolonii w ogóle dobry.

Nowe osady ze względów politycznych, celem stworzenia „faktu dokonanego” w kwestii sporu granicznego z prowincją sąsiednią, założono na lewej stronie rzeki, o siedem mil w głąb kraju, na południe od miasteczka Rio Negro.

Główna kolonia, nazwiska Lucena, leży pomiędzy rzekami Rio Magrinho i Rio Petreira, wpadającymi do Rio Negro od południa, na wysokości 1020 metrów. Charakter lasu podobny jak w Paranie, pospolitą jest mate, rzadziej natomiast spotykają się araukarie.

Lucena jest środkowym punktem (nucleo urbano) kolonii wiejskich, rozchodzących się na wszystkie strony, a mianowicie: S. Antonio, S. Pedro, S. Joao i Apolonia. Ogólna ilość wymierzonych lotes wynosi 300, rozdanych kolonistom — 180, naprawdę zajętych — tylko 80. Koloniści niechętnie tu się udają i opuszczają nadane sobie grunta z powodu utrudnionej wielce komunikacji, braku żywności i zarobku oraz krzyczących nieporządków w administracji. Po odjeździe naszym zmieniło się tu tak wiele na lepsze, gdy szefem kolonii został mianowany p. Balon, poprzednio dyrektor kolonii Rio Claro, człowiek ludzki i przez emigrantów lubiony. Kolonistów wysyłają na mułach, pozostawiając ich w barakach Luceny; dalszy transport do nich samych już należy. Żywność dostawali zrazu na dni 15, obecnie, tylko na 7 1/2. Roboty przy drogach, dającej im gdzie indziej możność przeżywienia się do pierwszego żniwa, tutaj nie mają z powodu zbyt wielkiej odległości — drogę bowiem doprowadzono tylko o dwie mile na południe od Rio Negro (we wrześniu 1891; obecnie do samej już Luceny wózkiem dojechać można), gdzie kilkudziesięciu zaledwie pracującym robotnikom do osobnych baraków żywność dowożą. Dalej w głąb lasu budowa dróg jeszcze nie jest rozpoczęta, koloniści więc, nie znajdując żadnego zarobku, opuszczają nadane sobie grunta i powracają bądź do Rio Negro, bądź do Curitiby.

Kolonia istnieje od maja 1891. Pierwotnie sprowadzono tutaj Niemców, których jednak pozostało już tylko 11 rodzin na miejscu, i Irlandczyków (260 osób), którzy wszyscy powrócili do Curitiby, żądając odesłania do Europy i omal nie zabiwszy przy tym angielskiego konsula. Polacy okazali się najcierpliwsi, lecz i ci uciekają tłumnie i jeżeli zarząd kolonii nie znajdzie sposobu na zapewnienie tym ludziom bytu do pierwszego żniwa, jak to się praktykuje na innych koloniach brazylijskich, niezadługo kolonia Lucena należeć będzie do przeszłości. We wrześniu 1891 znajdowało się tam około 2000 Polaków.

Wielką przeszkodą dla osadnictwa europejskiego w kolonii Lucena, równie jak w Rio Claro, są Indianie (Bugry), napadający na samotnych kolonistów lub nawet urządzający większe wyprawy wojenne. W okolicy Rio Negro w przeciągu jednego roku napady podobne miały miejsce trzy razy, przy czym wymordowana została jedna rodzina, a dziewięciu kolonistów ścigających Indian z bronią w ręku padło w krwawej z nimi utarczce. Koloniści wskutek tego nie odważają się zapuszczać w lasy pojedynczo, lecz łączą się przy karczunku gromadami po kilka rodzin, na noc zbierają się również sąsiedzi bądź u siebie, bądź w karczmie Kubiaka w Lucenie.