Przed powrotem do warsztatu okrętowego Cyrus Smith wpadł na pomysł zrobienia pewnych urządzeń, które wzbudziły żywe zaciekawienie jego towarzyszy. Wziął tuzin fiszbinów, pociął każdy na sześć równych kawałków i zaostrzył na końcach.
— A to, panie Cyrusie — spytał Harbert, gdy inżynier skończył — do czego będzie służyło?
— Do zabijania wilków, lisów, a nawet jaguarów — odpowiedział inżynier.
— Teraz?
— Nie, w zimie, gdy będziemy mieli lód do dyspozycji.
— Nie rozumiem... — powiedział Harbert.
— Zaraz zrozumiesz, mój chłopcze — odpowiedział inżynier. — Ta pułapka nie jest moim wynalazkiem. Używają jej często myśliwi aleuccy305 w rosyjskiej Ameryce306. Widzicie te fiszbiny, przyjaciele. Otóż, gdy przyjdzie mróz, zegnę mocno każdy z nich i będę polewał wodą, aż pokryją się grubą warstwą lodu, która nie pozwoliła im się rozprostować. Potem otoczę je warstwą tłuszczu i porozrzucam po śniegu. I co się stanie, kiedy jakieś zgłodniałe zwierzę połknie taką przynętę? Otóż ciepło w jego żołądku roztopi lód, a nagle rozprostowany fiszbin swymi zaostrzonymi końcami przebije wnętrzności.
— To mi pomysł co się zowie! — zawołał Pencroff.
— I zaoszczędzi nam kul i prochu — odpowiedział Cyrus Smith.
— To lepsze niż doły! — dodał Nab.