— Zaczekajmy więc do zimy!

— Zaczekajmy.

Tymczasem budowa statku posuwała się naprzód i pod koniec miesiąca połowa poszycia była gotowa. Widać już było po kształtach, że będzie się znakomicie trzymał na morzu.

Pencroff pracował z niezrównanym zapałem i tylko dzięki swej potężnej naturze wytrzymał wszystkie trudy. Ale towarzysze przygotowali mu w tajemnicy nagrodę za tyle wysiłków i 31 maja marynarz miał doznać jednej z największych radości w swoim życiu.

Tego dnia, pod koniec obiadu, w chwili gdy Pencroff podnosił się od stołu, poczuł, że ktoś położył mu dłoń na ramieniu.

Był to Gedeon Spilett, który powiedział:

— Chwileczkę, mistrzu Pencroffie, tak się nie odchodzi. Zapomniał pan o deserze?

— Dziękuję, panie Spilett — odpowiedział marynarz. — Czas wracać do pracy.

— A może filiżankę kawy, przyjacielu?

— Dziękuję...