Wtem odezwał się głos dzwonu, wzywający do pracy.

Anna pobiegła z pośpiechem, ale lękając się wywołania nowej burzy, kaptur schowała i stanęła pomiędzy robotnikami bez żadnej osłony na głowie.

— Anno, włóż kaptur! — szepnął Franciszek — nie lękaj się niczego, burza przeminęła, i wszystko obróciło się na twoją korzyść!

— Czyż to podobna? — zapytała z najżywszą radością.

— Robotnicy poczciwi ludzie, i chociaż prostacy, zrozumieli twoje poświęcenie. Możesz więc bez żadnej obawy bronić swej twarzy od poczernienia.

— Jakże ci wdzięczną jestem, panie Franciszku, za ten nowy dowód twojej nade mną opieki! Dzięku­ję ci, całem sercem dziękuję!

Rozdział IV

Przez cały dzień górnicy obchodzili się z Anną ze szczególną delikatnością, jakby pragnęli wyna­grodzić jej brutalne obejście się rano. Usuwali przed nią przeszkody, pilnowali, aby jej nie popycha­no, nie potrącano, starali się jak najmniejszym obarczać ją ciężarem, nawet wyręczali czasami w pracy, sło­wem, każdy starał się ulżyć jej i otaczać opieką, jakby z obowiązku.

Anna dziękowała wszystkim z największą delikatnością, i tylko przemyśliwała nad tem, jakby się wywdzięczyć towarzyszom swoim za ich dowody takiej życzliwości i dobroci.

Kiedy wieczorem po ukończeniu pracy zobaczyła się z Łucyą, opowiedziała jej wszystkie zdarzenia dnia przebytego, i prosiła zarazem, aby podała jej sposób okazania górnikom wdzięczności, jaką czuję dla nich.