— To trudno, moje dziecko! — odrzekła Łu­cya. — Gdybyś była bogaczką, mogłabyś wyprawić im ucztę z muzyką, ale że jesteś tylko ubogą dziewczyną, to naturalnie, takiego wydatku ponieść nie możesz. Bądź więc tylko dobrą dla nich, pokorną, nie prze­chwalaj się niczem, za każdą usługę dziękuj grzecznie, a z dziećmi pracującemi obchodź się tak, jak gdyby były one twemi rodzonemi siostrami i braćmi.

— Dobrze, pani. Podaruję dzieciom kilka książek, to je ucieszy.

Łucya potrząsnęła głową.

— To na nic się nie zdało, bo tak górnicy, jak i ich dzieci, wcale nie umieją czytać?

— A więc i pani syn także nie umie czytać?

— A kiedyż miał się nauczyć? Przebywając w kopalni po dwanaście godzin dziennie, po powrocie do domu tak się czuje zmęczonym, że zaraz idzie na spoczynek. Nie ma już siły do innej pracy, nawet umysłowej. Spoczywa więc, potem idzie spać i rankiem znowu biegnie do kopalni. Oj, smutna jest dola górników! Cóż jednak mamy robić? Nie każdemu na świecie przeznaczono być bogaczem. W kopalni dzieci przez kilka godzin wolne są od pracy; przez ten czas wypoczynku figlują tylko, mocują się z sobą i nieraz jaki taki wraca do domu z potężnym guzem na czole. Czas ten wprawdzie możnaby obrócić na naukę, ale gdzież można znaleźć nauczyciela, któryby chciał w kopalni uczyć dzieci górników.

— To ja spróbuję tego i postaram się nauczyć czegokolwiek te dzieci.

— Niech ci Pan Bóg pobłogosławi, moje dziecko, ale to na nic się nie zdało! Do nauki nie każdy ma ochotę, a tembardziej dzieci pracujące i rozbałamu­cone wspólną zabawą podczas spoczynku. Gdybyś za­częła opowiadać jakieś zabawne historyjki, tobyś na­pewno nie mogła opędzić się ich ciekawości, ale nauka czytania, to praca, a tej dla nikogo nie brakuje w ko­palni, każdy jest nią prawie zupełnie z sił wyczer­pany.

Mimo tego rozumowania z pozorami zupełnej słu­szności, Anna postanowiła zrobić próbę.

Na drugi dzień w chwili spoczynku zasiadła razem z gromadką dzieci, i wyjmując książkę, którą przyniosła z sobą, rzekła: