W chwilę później pan Fogg wraz z panem Cromartym i Obieżyświatem, ulokowawszy się w wygodnym wagonie, w którym najlepszy kącik zajęła pani Aouda, pędzili całą siłą pary ku Benares.
Osiemdziesiąt mil dzielących Allahabad od Benares przybyto w ciągu dwóch godzin.
Podczas podróży młoda kobieta zupełnie wytrzeźwiała.
Jakież było jej zdziwienie, gdy obudziwszy się, znalazła się w wagonie, w europejskim stroju, wśród zupełnie nieznanych podróżnych.
Generał wyjaśnił młodej kobiecie jej sytuację. Opowiedział o bohaterstwie pana Fogga, który, aby ją ratować, narażał swoje życie i o szczęśliwym zakończeniu przygody, które zawdzięczali pomysłowi odważnego Obieżyświata.
Pan Fogg słuchał bez słowa, a zawstydzony Obieżyświat powtarzał ciągle: „Nie warto o tym mówić”.
Pani Aouda dziękowała serdecznie swym wybawcom. Jej piękne, pełne łez oczy były jeszcze wymowniejsze od ust. Lecz gdy jej myśli powróciły do stosu i wyobraźnia zarysowała niebezpieczeństwa grożące jej na ziemi indyjskiej, dreszcz przerażenia wstrząsał nią całą.
Odgadłszy, co się działo w duszy pani Aoudy, pan Fogg bardzo chłodnym tonem oznajmił jej, że gotów odprowadzić ją do Hongkongu, gdzie powinna pozostać, dopóki sprawa nie zostanie zapomniana.
Pani Aouda z wdzięcznością przyjęła tę propozycję. W Hongkongu mieszkał jej krewny, jeden z najznakomitszych kupców w mieście.
O wpół do pierwszej pociąg zatrzymał się na stacji Benares. Tutaj wysiadał pan Cromarty. Oddział wojska, do którego się udawał, znajdował się na północnej stronie miasta. Generał brygady, żegnając się z panem Foggiem, życzył mu pomyślności i radził odbyć tę podróż po raz drugi w sposób wprawdzie mniej oryginalny, lecz pożyteczniejszy. Pan Fogg uścisnął z lekka palce pana Cromarty’ego; pani Aouda żegnała się z nim serdecznie, zapewniając, że nigdy nie zapomni tego, co mu zawdzięcza. Obieżyświat zaszczycony uściskiem dłoni generała, był do głębi wzruszony.