Od Benares pociąg jakiś czas przejeżdżał przez dolinę Gangesu. Przed oknami wagonu przesuwały się jeden po drugim malownicze widoki: góry pokryte zielenią, pola obsiane jęczmieniem, kukurydzą i pszenicą, stawy i błota pełne zielonych aligatorów, dostatnie wioski i gęste tajemnicze lasy.
Kilka słoni i zebu przychodziło się kąpać w świętej wodzie rzeki. Pomimo spóźnionej pory i zimnej już wody, całe masy Hindusów obojga płci z religijnym namaszczeniem zstępowały w chłodną toń.
Wierni ci, fanatyczni czciciele religii bramińskiej, a zaciekli wrogowie buddyzmu; mają trzy bóstwa: Wisznu, boga słońca, Sziwę, który uosabia siłę przyrody i wreszcie Brahmę, patrona kapłanów i prawodawców. Jakimże okiem musieli spoglądać Brahma, Sziwa i Wisznu na zbrytanizowane Indie, gdy jakiś statek całą siłą pary mącił święte fale Gangesu, przestraszał mewy fruwające nad jego powierzchnią, rozpraszał rojące się na brzegu żółwie morskie i wyrywał z religijnego upojenia leżących wzdłuż brzegu rzeki fanatyków!
Wreszcie nadeszła noc. Wśród ryku tygrysów, niedźwiedzi i wilków uciekających przed lokomotywą, pociąg pędził z niezwykłą szybkością, niepozwalającą dojrzeć ani Bengalu, ani cudów Golkondy, ani Chandarnagoru, jedynego kawałka indyjskiej ziemi należącego do Francuzów, na której Obieżyświat z dumą i radością ujrzałby powiewającą flagę swej ojczyzny.
Nareszcie o siódmej rano przyjechano do Kalkuty.
Statek udający się do Hongkongu wyruszał dopiero o dwunastej, tak że pan Fogg miał przed sobą pięć godzin.
Według swego notatnika dżentelmen powinien był przybyć do stolicy Indii 25 października, w dwadzieścia trzy dni po opuszczeniu Londynu, i tak się też stało. Niestety, dwa dni zaoszczędzone w drodze z Londynu do Bombaju zostały stracone w znany nam sposób. Należy jednak przypuszczać, że pan Fogg tego nie żałował.
Rozdział XV. Torba z banknotami staje się o parę tysięcy funtów lżejsza
Pociąg zatrzymał się na stacji. Obieżyświat pierwszy opuścił wagon, za nim pan Fogg, pomagając wysiąść swej towarzyszce. Pan Fogg zamierzał natychmiast udać się na statek odchodzący do Hongkongu, nie chcąc ani chwili pozostawać w kraju tak niebezpiecznym dla młodej kobiety.
W chwili, gdy nasi znajomi opuszczali dworzec kolei, zbliżył się do nich jakiś policjant.