— Pan Phileas Fogg? — spytał dżentelmena.

— Tak.

— Ten człowiek jest pańskim służącym? — rzekł, wskazując Obieżyświata.

— Tak.

— Panowie będą łaskawi udać się ze mną.

Pan Fogg nie okazał najmniejszego zdziwienia, policjant był przedstawicielem prawa, a prawo dla każdego Anglika jest święte.

Obieżyświat, zwyczajem francuskim, chciał protestować, lecz policjant dotknął go końcem pałki, a pan Fogg nakazał mu posłuszeństwo.

— Czy ta młoda dama może pójść z nami? — spytał pan Fogg.

— Tak — odrzekł policjant.

Zaprowadził wszystkich do palki ghari, rodzaju powozu o czterech kołach, zaprzężonego we dwa konie. Podczas jazdy wszyscy zachowywali milczenie.